“Nie jem w tej restauracji, bo moja znajoma zamówiła tam devolaile, i w jednym nie było sera!”, “nie lubię przechodzić na tym przejściu – widziałem, jak ktoś kiedyś tutaj miał stłuczkę, a pod samochód o mało nie wpadła starsza pani…”, “czerwonymi długopisami jakoś nigdy nie potrafię pisać, wychodzi mi takie krzywe ‘a’ “, “wszyscy policjanci to idioci…” – oj? To ostatnie to już nie przekonanie. To stereotyp. Ale czym innym są stereotypy, jeśli nie przekonaniami, które utkwiły w świadomości dużej grupy ludzi? Często rezygnuje się z wielu okazji tylko dlatego, że jesteśmy o czymś fałszywie przekonani. Oczywiście, nikt z nas nie zdaje sobie sprawy z fałszywości swoich poglądów. Z reguły też ciężko uwierzyć komuś z zewnątrz, że nie ma się racji. A sprawa wygląda prosto. Chłodna kalkulacja, trochę logiki. To tylko kotwice. Trzeba odróżnić te, których potrzebujemy od tych, które sprawiają, że na nich tracimy. TYLKO kotwice.
Nic nas nie ogranicza. W każdej sekundzie w otaczającym nas świecie mamy możliwość wyboru. Wolnego wyboru. Jednak korzystamy z tego prawa niezwykle rzadko, i niezwykle rzadko też zdajemy sobie z tego sprawę. Trudno w to uwierzyć, prawda?
Ile razy nie skorzystaliście z jakiejś okazji (która, notabene, z pewnością już długo się nie powtórzy) tylko dlatego, że coś szeptało Wam do ucha: “hej! pomyśl o tym, co stało się ostatnio… chcesz tego?”? Ile razy? Usiądźcie, pomyślcie, postawcie na kartce kreskę, kiedy tylko przypomnicie sobie kolejną sytuację…
Sporo tego, prawda? Jestem pewien, że sporo, nawet, jeśli nie zdołaliście sobie w tej chwili przypomnieć tych sytuacji. Jeszcze raz: NIE OGRANICZA NAS NIC. Z jednym wyjątkiem. Z wyjątkiem naszych kotwic, przypisanych konkretnym wydarzeniom, osobom, miejscom, sytuacjom.
Co innego sytuacje, w których skutek jest zawsze identyczny po zaistniałej przyczynie. Wtedy jednak możemy śmiało nazwać takie przekonanie pewnikiem, jakimś doświadczeniem, którego niepodważalność możemy poprzeć dowodami. Jeśli jednak chodzi, na przykład, o jedzenie w konkretnej restauracji – dlaczego moja koleżanka uwielbia jeść w Lunie, podczas gdy ja obstaję przy tym, że jedzenie w tym lokalu jest niedobre? Bo byłem tam raz, i dostałem zimną, niedopieczoną, średnio dobrą pizzę. Od tej pory tam nie chodzę. Przy czym mając chwilę czasu dla znajomej, słyszę wciąż, aby wybrać się do Luny na coś ciepłego.
Warto spróbować, i obiecuję, że niedługo zjem w Lunie pizzę
! Warto nawet po raz dziesiąty wejść do tej samej rzeki – nie wiem, doprawdy NIE WIEM kto wymyślił przysłowie, traktujące o niesłuszności takiego postępowania. O każdej porze roku nurt rzeki jest inny – dlaczego nasze przykre doświadczenia z zimy mają determinować naszą samotność na brzegu latem, podczas gdy znajomi będą się w najlepsze bawić pływając w niej?
Na to pytanie warto odpowiedać sobie każdego dnia. Warto, bo prowadzi do spostrzeżenia zupełnie innych horyzontów. Do dopuszczenia do siebie myśli o tym, że wszystko co nas otacza jest dokładnie takie, jakim to sobie wyobrazimy. Zahaczam tutaj już sporym łukiem o Prawo Przyciągania, które w sposób bardzo, bardzo ogólnikowy opisałem jakiś czas temu, jednak trudno inaczej określić ten stan rzeczy. Próbujmy! Próbujmy nawet dziesiąty raz wykąpać się w rzece, a nuż kiedyś jej prąd będzie wolny a woda ciepła?
Od paru tygodni zastanawiam się nad tym, jak to wszystko wpływa na moje życie. Jak moje przekonania i głęboko osadzone emocjonalne kotwice sprawiają, że czuję się nieswojo w niektórych miejscach, że pragnę unikać pewnych sytuacji. Zastanawiam się nad tym, a potem myślę: co mogę zrobić, aby to zmienić? Efekty są porażające. Można zrobić naprawdę wiele.
Nie namawiam do tego, żeby torturować się chodzeniem na siłownię, kiedy dobrze wiemy, nauczeni wielorazowym doświadczeniem, że nas to po prostu nie kręci. Już wtedy wiemy, że to pewnik, że za każdym razem się tak poczujemy. Wyrzućmy takie aspekty ze swojego życia – po co otaczać się czymś, co jest stratą czasu? Wyczujmy subtelną różnicę pomiędzy tym, co warto, a tym, o czym wiemy już wystarczająco. Zamiast kolejny raz zmuszać się do wysiłku, spróbujmy czegoś innego. Wiele razy w przeszłości próbowałem zmusić się do picia kawy rano – babcia, z którą mieszkam (której, notabene, jestem wdzięczny za ten codzienny, poranny gest) każdego dnia gdy wstaję, dba o to, aby czekała na mnie na stole, gorąca i świeżo zaparzona kawa. Przez pierwszy rok z największym trudem zmuszałem się do jej picia nie chcąc robić przykrości “opiekunce”. Teraz nie wyobrażam sobie poranka bez kawy, i nie jest to bynajmniej kwestia uzależnienia od tego napoju – perspektywa jej porannego picia jest dla mnie budująca przez cały ten czas, który spędzam na porannej toalecie.
NIE OGRANICZA NAS NIC. Zostawmy w tyle to, co nas uprzedza. Spróbujmy jeszcze raz przekonać się, jak to jest, kiedy stopa zanuża się w rzece. Wyobraźmy sobie, że robimy to… znów pierwszy raz. Gwarantuję, że efekty będą piękne. Ja już zdążyłem uznać to za pewnik
Na koniec jeszcze coś – bardzo pozytywnego, swoją drogą. Kilkanaście minut po opublikowaniu informacji o powrocie bloga po długim czasie nieaktywności, statystyki wyglądały mniej więcej tak: http://sydoslaw.files.wordpress.com/2009/09/staty1.jpg. Dziękuję i życzę miłego odbioru, już wkrótce, ponownie!
Kikz Said:
on piątek, 9 Październik, 2009 at 22:53
szkoda ze pamietnika robisz pseudo mentorski poradnik zycia =/
sydoslaw Said:
on piątek, 9 Październik, 2009 at 23:42
To nie jest pamiętnik, drogi Adrianie
Gosia Said:
on środa, 11 Listopad, 2009 at 10:33
Bardzo miło się czytało ^^
shubhe Said:
on środa, 30 Grudzień, 2009 at 15:53
Ciekawa notka. Chyba wypróbuję metodę, zeby się przekonać czy mam podstawy sądzić tak a nie inaczej.
)