„Nie jem w tej restauracji, bo moja znajoma zamówiła tam devolaile, i w jednym nie było sera!”, „nie lubię przechodzić na tym przejściu – widziałem, jak ktoś kiedyś tutaj miał stłuczkę, a pod samochód o mało nie wpadła starsza pani…”, „czerwonymi długopisami jakoś nigdy nie potrafię pisać, wychodzi mi takie krzywe ‘a’ „, „wszyscy policjanci to idioci…” – oj? To ostatnie to już nie przekonanie. To stereotyp. Ale czym innym są stereotypy, jeśli nie przekonaniami, które utkwiły w świadomości dużej grupy ludzi? Często rezygnuje się z wielu okazji tylko dlatego, że jesteśmy o czymś fałszywie przekonani. Oczywiście, nikt z nas nie zdaje sobie sprawy z fałszywości swoich poglądów. Z reguły też ciężko uwierzyć komuś z zewnątrz, że nie ma się racji. A sprawa wygląda prosto. Chłodna kalkulacja, trochę logiki. To tylko kotwice. Trzeba odróżnić te, których potrzebujemy od tych, które sprawiają, że na nich tracimy. TYLKO kotwice.
„Czuj się i wyglądaj, jak milion dolarów”
Cytat zapożyczony z tytułu jednego z wykładów, które popełnił Optic na otwartym zlocie PUA, P.E.N.I.S. ’08. Słowo ‘popełnił’ nie jest tutaj właściwie odpowiednie, ze względu na swoje potocznie pejoratywne znaczenie, nie mniej to właśnie on poruszył tam temat, który szalenie mnie intrygował już od długiego czasu, lecz nigdy nie zdawałem sobie z tego sprawy w sposób tak widoczny. Własny styl. Nic dziwnego, że nawet na tym blogu (ostatnimi czasy nieco zaniedbanym), odnaleźć można kilka słów na temat kucia własnego życia, stylu, losu. Nie mniej – chciałbym rozszerzyć krąg dywagacji do nie tylko tego, jak wygląda i co robi człowiek, a również do tego, co CZUJE. … continue reading this entry.
Trzy upadki ‘Drogi Krzyżowej’
Ostatnimi czasy spadł na mnie nie tyle obowiązek, co możliwość przyczynienia się dla mojej, wieloletniej już, babci. Kończy się nam wielki post, w związku z którym w kościołach katolickich odbywały się nabożeństwa zwane Drogami Krzyżowymi. Postanowiłem ‘eskortować’ starszą panią do kościoła i w drodze powrotnej, w wyniku czego towarzysząc jej w kościele.
„Pokemony walą z każdej strony…”
Na początku ferii zimowych, które – ku mej rozpaczy, niestety – dobiegają już końca, ‘spotkało’ mnie coś naprawdę, naprawdę przykrego. O ile nie chodzi w tym momencie o cierpienie mojej dumy (w trakcie całego wydarzenia miałem nieodparte wrażenie, że nie obchodzi mnie to zupełnie, przeciwnie, czerpałem z tego jakąś dziwną, perwersyjną uciechę), o tyle wywołało to u mnie najzwyklejsze zażenowanie. Na dość popularnym wśród polskiej społeczności serwisie społecznościowym Nasza-Klasa, pewna trzynastoletnia dziewczynka wysłała mi zaproszenie do listy swoich znajomych.
Chora służba zdrowia
Swoją ostatnią wizytę w placówce opieki zdrowotnej do dnia dzisiejszego datowałem na rok 2005, z czego wnioskować można, że chorować zdarzało mi się rzadko. Po dość… niecodziennym weekendzie przyszło mi jednak uczynić to dzisiaj, w poniedziałkowy poranek. Oto historia pacjenta, który bez najmniejszego szwanku wyzdrowiałby w przeciągu tygodnia, a mimo to zdecydował się na skorzystanie z usług refundowanych przez kasę chorych. Oto historia, która przedstawia w sposób bezczelny i oczywisty fakt, że aby chorować, trzeba mieć mocne zdrowie.